Misje OFM - serwis informujący o działalności misyjnej Zakonu Braci Mniejszych Polskiej Prowincji Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

STRONA GŁÓWNAHISTORIAPRACA MISYJNAGALERIALINKI                                                             



Od Bożego Narodzenia do Wielkanocy

(kwiecień  2010)

Tym razem piszę do Was w Poniedziałek Wielkanocny. Trudno ogarnąć rozmiar tragedii, zwłaszcza, kiedy nie widać jej końca. Nie można niczego zaplanować, to tak, jakbyśmy byli porwani przez falę, utrzymujemy głowę na powierzchni, ale nie wiemy, dokąd fala nas zabierze. Dzień Bożego Narodzenia cieszył się pokojem, ale już czwartego stycznia w okolicach Baroua zaczęły się problemy....
 >>>>


Bandy w Afryce

(styczeń  2010)

Świętowaliśmy niedawno Boże Narodzenie. 
W żłóbku do osła, woła i owieczek dołączyła w tym roku słonica z małym i żyrafa. Dzieciom do gustu najbardziej przypadły słonie, prawie wszystkie musiały je dotknąć. Niestety, nie we wszystkich wioskach można było świętować przyjęcie naszego Zbawiciela. Zgromadzenie się w kościele mogłoby okazać się ryzykowną pułapką
… 
 >>>>


Wesołych Świąt

(grudzień  2009)

 >>>>


Drodzy Przyjaciele Misji w Rafai

(czerwiec  2009)

Ten list postanowiłem zatytułować: Praca 
 >>>>


Drodzy Przyjaciele 

(listopad  2008)

Miałem zaszczyt spotkać niektórych z Was podczas urlopu. Wiele pytań powtarzało się, co pozwoliło mi ustalić listę tematów, które Was interesują. Często jesteście poruszeni wyglądem dziecka na zdjęciu, które przyjęliście do szkolnej adopcji 
 >>>>


Pomóc, ale jak? 

(sierpień  2008)

Przeczytałem niedawno ciekawą książkę dwóch francuskich dziennikarzy „100 kluczy do Afryki” (Philippe Leymarie, Thirrry Perret „Les 100 clés de l’Afrique”). Można by zmienić tytuł na: „99 nieszczęść i jeden sukces”. Autorzy, prezentując wszystkie 54 kraje Afryki, niemal za każdym razem dodają: „jeden z najbiedniejszych krajów świata”. 
 >>>>


Skoczek 

(czerwiec  2008)

Afryka jest kontynentem najbardziej nieprzewidywalnym, tu wszystko może się wydarzyć. Przyczyną nie jest zagrożenie w postaci trzęsienia ziemi, jak w przypadku Japonii, czy Kalifornii. Nie ma tu też ziejących siarką wulkanów ani innych plag biblijnych. Ta niepewność tkwi w samych Afrykańczykach. Na żadnym innym kontynencie nie ma tylu różnych ras, języków, kolorów skóry, kultur.   
 >>>>


Dzieci 

(czerwiec  2008)

Podczas odwiedzin w wiosce przychodzi do mnie po sól młoda dziewczyna w ciąży. 
Z widzenia znam wszystkich mieszkańców. Ponieważ jest to jej pierwsza ciąża, pytam, kto jest ojcem
- Zekpio.
- Zekpio, szef chóru z Dembia?
- Tak.
W następnej wiosce podobna scena i tu też ojcem jest Zekpio. Kiedy dotarłem do Dembia poszedłem do domu katechety.  
 >>>>


Bariera 

(kwiecień  2008)

Zapytano pewnego turystę w dniu jego odjazdu z RSA, co najbardziej utkwiło mu w pamięci. Bez sekundy zastanowienia, niemal wykrzyknął – Bariera!
Cóż to za atrakcja? Zna ją każdy, kto podróżował po Afryce. Sama w sobie bywa różna, może to być łańcuch, aczkolwiek bardzo rzadko, na przykład na PK 12, czyli głównym wyjeździe z Bangui. Parę kilometrów dalej, na tej samej drodze, mamy barierę metalowa z przeciwwagą, to też rzadkość.  
 >>>>


Mięso z goryla 

(listopad 2007)

Afrykańskie kurie diecezjalne są nie tylko rezydencją biskupa i urzędami kościelnymi, ale też bazą noclegową dla misjonarzy i miejscowego kleru. Niejednokrotnie dysponują warsztatem samochodowym, przychodnią zdrowia, zespołem szkół na różnych poziomach. Jednym słowem -kwitnie tam życie. Tak, między innymi, jest w Bangassou.  
 >>>>


Siła 

(listopad 2007)

W ciągu ostatniego roku prezydent RCA dwukrotnie zadekretował dzień modlitw i postu. Maja pierwsza reakcja była krytyczna. Modlitwa i post są decyzjami wolnej woli i nie mogą być narzucone, gdyż wtedy -w chrześcijańskim rozumieniu - tracą sens. Po chwili refleksji przyznałem jednak, że prezydent nie popełnił żadnej gafy. W Afrykańskiej religijności nie ma rozdziału na życie religijne i państwowe, sakralne i laickie, doczesne 
i wieczne.  
 >>>>


Drodzy przyjaciele misji w Rafai 

(październik 2007)

Każdy kolejny rok szkolny to nowe wyzwanie dla nauczycieli, uczniów, rodziców. Wszystko się komplikuje, gdy te trzy podstawowe podmioty są zachwiane. Nowy rok szkolny zaczęliśmy z czterdziestu trzema nauczycielami. W gimnazjum pracuje 11 nauczycieli, w tym dwóch z Francji. 
 >>>>


Wieża 

(czerwiec 2007)

Któż z nas nie słyszał historii o wieży Babel? Zadziwiający antropomorfizm, zazdrosny Bóg obawia się zjednoczonej ludzkości, która buduje wieżę mającą sięgać do nieba. Budowa zostaje przerwana, bo wznosząca ją społeczność straciła zdolność do porozumiewania się, odtąd mówią różnymi językami. 
 >>>>


Złodzieje i więzienia

(czerwiec 2007)

Siedzę w mojej chacie w wiosce Kossa, rzadko tu ktoś zagląda. Oprócz samochodu misji nikt się tu nie zapuszcza. W chacie są drzwi ale nie ma zamka, wystarczy je czymkolwiek podeprzeć. Na werandzie stoją skrzynie, też bez zamknięcia. Wyjątek stanowi beczka z solą, którą trzymam w środku, w myśl zasady: „i nie wódź nas na pokuszenie”. 
 >>>>


"Mateusze" - czyli: Z powrotem w Afryce.

(październik 2006)

  Słynne spotkanie Jezusa z celnikiem Mateuszem zmieniło bieg życia tego drugiego. Słowa jednej z piosenek oazowych głoszą: "Do celnika Mateusza, tego zdziercy i oszusta przyszedł Pan". Szczerze mówiąc, Ewangelia nic nie mówi o tym, że był on zdziercą i oszustem, równie dobrze mógł to być dobry i uczciwy celnik. 
 >>>>


Religie w parafii

(lipiec 2006)

Staramy się, żeby raz w miesiącu odwiedzić chorych z Najświętszym Sakramentem. 
W Afryce trudno ustalić daty, program zajęć musi zawierać dozę elastyczności. Kłopot w tym, że prowadzi to czasem do zaniedbań. Tak też stało się w marcu tego roku. 
 >>>>


Dlaczego misje?

(luty 2006)

Jestem o tym głęboko przekonany, że Ewangelia jest najlepszą drogą, prawdą o człowieku. Jest doskonałym ziarnem, siewca jest narzędziem zawodnym, może dać zły przykład, zgorszyć a nawet odpychać, co nie zmienia faktu, że ziarno pozostaje zawsze dobre. Siewca przychodzi z konkretnego środowiska i w określonym czasie. >>>>


Afrykański żłóbek jest nieco inny

(grudzień 2005)

W tę niepowtarzalną noc, kiedy Niebo łączy się z Ziemią, kiedy wygasają wszystkie nieporozumienia i spory, przy Betlejemskim żłóbku razem z dziećmi, ich rodzicami i nauczycielami będziemy prosić Bożą Dziecinę o błogosławieństwo dla Was. Afrykański żłóbek jest nieco inny; Święta Rodzina, magowie, pasterze i ich trzody dotarli do Rafai z Polski. Nie ma choinek, śniegu, są za to piękne palmy i drzewka kawowe. Po pasterce trudno podejść do żłóbka: każdy chce zobaczyć szopkę z bliska, najmniejsze dzieci wędrują w górę w ramionach rodziców.
  >>>>


Pole

(październik 2005)

  Prawie wszyscy moi parafianie żyją z uprawy pola. Można by ich podzielić na dwie grupy - tych, co mieszkają w "mieście", czyli w Rafai, albo w dużej wiosce przy głównej drodze i na tych, którzy mieszkają w małych, odizolowanych wioskach. Różnica polega na stopniu ubóstwa. Każda rodzina w kwestii wyżywienia musi być samowystarczalna, a zatem pole uprawiają wszyscy, nawet najlepiej sytuowany handlarz w Rafai. 
>>>>


Kolejny rok szkolny

(wrzesień 2005)

Zakończył się kolejny rok szkolny, dzięki Waszej pomocy 1400 dzieci w dwunastu szkołach może się uczyć. Był to pierwszy rok bez prawdziwych przeszkód. Nie było puczu wojskowego, stanu wojennego ani poważnej epidemii. Przez dziesięć miesięcy 29 nauczycieli pracowało mając do dyspozycji książki, zeszyty i kredę. Najważniejszym wydarzeniem roku było otwarcie gimnazjum.
  >>>>


AIDS w Afryce

(kwiecień 2005)

Pamiętam, gdy będąc klerykiem, na czwartym roku, po raz pierwszy usłyszałem o wirusie AIDS. Wtedy informacje przypominały scenariusz z filmu fantastyczno-naukowego. Rzeczywistość okazała się nieco inna, ale scenariusz nic nie stracił na swej grozie. Zacznę od końca, czyli do dnia dzisiejszego. 
 >>>>


Drodzy Przyjaciele!

(marzec 2004)

Minęło już trochę czasu odkąd przesłałem ostatnie wiadomości z naszej misji w Rafai. Myślę więc, że pora już podzielić się nowymi. 
Nasz szesnastoletni Jeep starzeje się coraz bardziej, a pracy mu przybywa. Jest jedynym sprawnym pojazdem w regionie, używamy go do przewożenia wszystkiego: transportował w skrajnie trudnych warunkach materiały na budowę 11 kaplic i jednej szkoły (setki ton), służył także za ambulans...
 >>>>


 Drodzy Przyjaciele!

(listopad 2003)

  W najśmielszych marzeniach nie przypuszczałem, że znajdzie się tylu ludzi dobrej woli gotowych pomóc dzieciom w Afryce. Biorąc pod uwagę sytuację ekonomiczną w Polsce, jest to tym bardziej wzruszające. Niektórych spośród Was miałem szczęście spotkać w czasie urlopu. Wielu pytało z niedowierzaniem, czy 40 zł (10 euro) rzeczywiście wystarczy, by dzieciak mógł chodzić do szkoły przez cały rok. Dokładnie tak! Rachunek jest dość prosty: na każdego nauczyciela przypada około pięćdziesięciu uczniów, nauczyciel zarabia średnio 50 euro miesięcznie. Jeśli na każdego ucznia mamy 10 euro, to wystarczy, by opłacić nauczycieli przez 10 miesięcy roku szkolnego...
 >>>>


 Pierwsze wieści o dzieciach z RCA

(lipiec 2002)

  Od kilku miesięcy staramy się zorganizować pomoc dla dzieci chcących uczyć się w parafii Rafai w Republice Centralnej Afryki. Z wielką radością chcemy z Wami podzielić się informacjami, które przesłał nam o. Kordian Merta. Od 12 lat jest on proboszczem parafii w Rafai, gdzie nie tylko stara się dbać o wzrost wiary swoich czarnoskórych parafian, ale zatroskany jest także o ich rozwój intelektualny, szczególnie tych najmłodszych. Pragniemy podzielić się pierwszymi spostrzeżeniami, które dotarły do nas z Czarnego Lądu...
 >>>>


 Lekarze na misji

(czerwiec 2002)

   W wiosce Baroua moja chata stoi naprzeciwko chaty katechisty. Ponieważ życie w Afryce toczy się na zewnątrz, często obserwowałem rodzinę moich sąsiadów. Żona katechisty Julienne miała gigantyczna tarczycę, tak wielką, że karmiąc piersią niemowlaka (urodziła jedenaście dzieci) musiała się mocno naciągać by go zobaczyć. (...)
   Dziś Chrystus dokonuje odkupienia świata przez nasze ręce, lekarze robili to z niezwykłą precyzją i więcej niż w pocie czoła. Dlatego mam nadzieję, że w 2004 znowu się zobaczymy.
   Żeby już zakończyć temat, jeszcze jeden apel: w styczniu lub lutym 2003 potrzebni byliby trzej okuliści. Chodzi o usuwanie katarakty, czeka na nich około stu cierpliwych pacjentów. Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam.
 >>>>


 Misyjne refleksje w ROKU JUBILEUSZOWYM

 (luty 2000)

  Gdybym miał znaleźć fragment z Pisma św. który oddałby ducha misji w roku jubileuszowym, to odwołałbym się do słów św. Pawła w liście do Koryntian: "Ja zasadziłem, Apollos podlewał, lecz Bóg powodował wzrost. Przeto nie liczy się ani ten, który sadzi, ani ten, który podlewa, lecz tylko ten, który daje wzrost, czyli Bóg." Spróbuję to uzasadnić na konkretnych przykładach...
 >>>>


 GLORIA IN EXCELCIS DEO

(grudzień 1999)
    
  Kolejny rok w misji Rafai dobiega końca. Był to rok niezwykle bogaty. Nasza franciszkańska rodzina rozrosła się i nabrała sił. We wrześniu dotarła do nas piąta siostra Generose, tak więc mamy teraz cztery siostry nauczycielki. Dwie pracują w szkole dla kobiet - ponad czterdzieści uczennic. Przynależność de tej szkoły stała się w okolicy nominacją społeczną. W szkole panuje niemal wojskowa dyscyplina, spóźnione uczennice w deszczu czy słońcu biegną co tchu w piersiach, często z niemowlakiem na plecach...
 >>>>


 PAX ET BONUM

  (...)Okazało się, że z jednego koła schodzi powietrze, posłałem Rajmunda [franciszkanin z Zairu] do "wulkanizatora". Już o dziewiątej był z powrotem. O dziesiątej samochód był spakowany i zabezpieczony przed deszczem. Przekręcam stacyjkę, a tu głucha cisza, nie ma kontaktu. Po dokręceniu paru kabli i kilku uderzeniach młotkiem w klemy, samochód odpalił. Ruszyłem w drogę, ponieważ zaczęło trochę kropić włączyłem wycieraczki, a tu nic. W porze deszczowej jechać bez wycieraczek to czysta głupota, więc zawróciłem w kiepskim humorze do domu. Posłałem Rajmunda do elektryka, a sam poszedłem odprawić mszę. Wychodzę z kościoła, a samochód już czeka, Rajmundowi czasem uda się coś robić w miarę szybko. O jedenastej opuszczałem granice Bangui...
 >>>>


KIEDY ŚWIECA GAŚNIE PODCZAS CHRZTU

Korzystając z wieczornego chłodu, siedziałem na werandzie afrykańskiej chaty. Barua, doskonały kucharz, który towarzyszy mi od siedmiu lat w wyprawach do wiosek rozsianych po buszu sprzątał po kolacji, nagle przerwał mi lekturę. - Ojcze chcę cię o coś zapytać, jeśli podczas chrztu zgaśnie świeca, czy człowiek ten umrze? To dziwne pytanie jest odzwierciedleniem afrykańskiego sposobu myślenia...
 >>>>


ZMIENIĆ STRUKTURY

Korzystając z wieczornego chłodu, siedziałem na werandzie afrykańskiej chaty. Barua, doskonały kucharz, który towarzyszy mi od siedmiu lat w wyprawach do wiosek rozsianych po buszu sprzątał po kolacji, nagle przerwał mi lekturę. - Ojcze chcę cię o coś zapytać, jeśli podczas chrztu zgaśnie świeca, czy człowiek ten umrze? To dziwne pytanie jest odzwierciedleniem afrykańskiego sposobu myślenia...
 >>>>

 

do góry
  
listy